Zdania są wewnętrznie podzielone, czyli trzecie oko w czarnej d.
sobota, 21 listopada 2009

Może przestanę rzygać na to miejsce, bo spędziłam tu ponad rok i było mi tu dobrze. Wiecie, nawet wiele przedkomputerowych wspomnień. Może lepiej nie rzygać.

Tragiczne wiadomości zamieniają się w trochę mniej tragiczne, ale tak naprawdę, to niczego nie zmienia. Ja jestem tak niezależna ze swoimi nastrojami, w sumie to wszystko zależy od tego, co mi się przyśni. Czyli ode mnie.

Więc dziś śnił mi się chłopak, który mnie niesamowicie wkurza. Którego mam ochotę udusić. Bo jest mądrzejszy. Bo jest bardziej oczytany. Bo wszystko lepiej wie i bardziej umie, co gorsza, on umie akurat to, co ja też bym chciała umieć, ale jeszcze nie zdążyłam, no przecież, się naumieć. Więc pałam, tak bardzo pałam... tylko czym? Bo wiecie, on mnie zdradzał w tym śnie, tak strasznie mnie zdradzał, a mi nie było przykro, ja byłam wściekła i zazdrosna! Chciałam zabić.

Ale najpierw....

Wróć. Byłam zazdrosna? Czułam się zdradzona? Za-le-ża-ło mi?

Prawda jest taka, że czuję się strasznie sfrustrowana. Coś we mnie narasta. I jeszcze on, on, co on w ogóle robi? Jak się zachowuje? Ja nie wiążę z nim przecie żadnych nadziei, o nie, to w ogóle nie to... ale nagle, tak paskudnie zignorowana, zamieniam się w drapieżną Lwicę, która zaraz, zaraz... chyba coś zrobi. Cokolwiek miałoby to nie być.

10:50, dwubiegunowy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 listopada 2009

Mam nowy codzienny dylemat:

Nie wypić kawy i mieć ostre zawroty głowy z niewyspania?

Wypić kawę i mieć silne mdłości połączone z ostrym bólem żołądka?

Wybór należy do Grzyba! Jakkolwiek, musi iść na następne zajęcia.

Tak, wiem, żebyście mieli takie problemy.

13:58, dwubiegunowy
Link Komentarze (5) »
środa, 11 listopada 2009

Moja współlokatorka z pokoju myśli, że skoro wracam nietrzeźwa do domu, to można mnie bezkarnie obgadywać szeptem w przedpokoju z tą drugą.

Słyszałam to kurwa! Nie wiem co, ale słyszałam.

You're wrong... stupid bitch!

----

Jutro jej dosram.

00:49, dwubiegunowy
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 09 listopada 2009

"...i zbudujemy Świątynię Obciachu, będzie tam stał mój posąg..."

13:35, dwubiegunowy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 listopada 2009

Pojechała sobie do ciotki na obiad. Do takiej fajnej ciotki. Właściwiej to babki ciotecznej. Jej mąż opowiadał śmieszne dowcipy i śpiewał głupie piosenki (zalecił mi też terapię grupową, haha), ciocia wciskała wszystko co miała w domu. Bo ja tu na pewno taka biedna i głodna jestem. Ale. Ciocia przyniosła album ze zdjęciami.

"A to jest twoja prapraprababcia..."

"WOW"

Kurde no, prapraprababcia! WOW. I jaka ładna. W ogóle jacy ładni ci przodkowie, piękni nawet. Tylko ja jakaś taka nieudana. :D

Ej, wiecie, bo ja mam żywą mimikę i mam teraz taką nową autobusową zabawę. Robię śmieszne miny w autobusie, do ludzi. Ja nie muszę się nawet specjalnie wysilać. Wystarczy, że otworzę szerzej oczy, zmarszczę brwi, zwieję z ustami na policzek... :D I jest kupa śmiechu, bo ja naprawdę potrafię śmiesznie wyglądać. Taka pocieszna jestem, haha.

No i. W ogóle to jestem zbyt zajęta swoją grafomanią i studiowaniem, żeby tu coś pisać. Sorry. (Jakby ktoś miał mieć mi to za złe. Taaaa.)

18:53, dwubiegunowy
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 listopada 2009

Biją się o mnie. Jestem wzruszona.

I zmęczona.

Zawsze wiedziałam, że coś tam jestem warta, ale że aż tak?

Kurczę, byłoby pięknie i zajebiście, gdyby nie to, że rzygam.

Zaczynam się też trochę bać, bo ziszcza się to, co pomyślę. Moc sprawcza? Któryś wygrywa? Damn it.

...I'm really scared.

Piszę jak myślę. Zaczyna być 'tak', więc coś zaczyna być też nie tak. Poważnie nie tak. Ze mną.

---

Trochę jakby spadł na mnie ciężar moich grzechów. Niezłe jajko.

18:30, dwubiegunowy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2009

Tak. Dziś mam dużo siły. Jak na razie. Obudziłam się i pobiegłam do biblioteki. Z biblioteki do sklepu, a potem jeszcze do biedronki po butle z wodą (bo tu z kranu leci jakieś świństwo, nie to co w Łodzi). Kiedy stwierdziłam, że mnie roznosi, pobiegłam jeszcze (no prawie że pobiegłam) do parku.

Dowód. Tu jest park (a z tyłu mój długi blok, teraz wiecie gdzie mieszkam):

park 1

I tu, o (Siedzi i czyta bardzo mądre rzeczy):

park 2

Jak widać ładna pogoda. Wszędzie liście do szurania i tak ma być.

No. Zjem obiad (zupę od mamusi) i idę do lekarza. Powiedzieć, że jestem chora. Bo jestem. Tylko nawet nie dzisiaj. Jak dotąd.

13:01, dwubiegunowy
Link Komentarze (7) »
wtorek, 27 października 2009

Trochę jestem gwałtowna. Trochę się rwę i porywam na wietrze. Na wszystko. Ale nieważne.

Jestem słabym człowiekiem i kupiłam sobie. Kupiłam sobie krem krówkowy i powidła poziomkowe. Takie, na które mnie w tej chwili nie stać, ale ja jeszcze mam okres adaptacyjny i wciąż nie wiem jak i na co wydawać pieniądze, prawda? Zresztą, to zawsze były tak obce mi sprawy. Te pieniądze i wydawanie pieniędzy... A chciała być ekonomistką! No i to było właśnie śmieszne.

Chodzę z kremem krówkowym pod pachą i powiewam. Czym? Włosami. Robią się okazałe. Jak Werd. Tylko trochę inaczej. Bo ja mam niebiański złoty puch, a nie kudły rodem z piekła. :)

---

Piosenka, od której uzależniłam się w 3:11.

16:03, dwubiegunowy
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 października 2009

Coś snuje się po mieszkaniu jak zombie i to jestem ja. Znalazłam się na swoim miejscu, jestem okazem samozadowolenia, ej! Miałam już nie chorować! A jutro lektoraty, ćwiczenia... i okienka, na których nie zdążam dotrzeć do domu, bo z 25 minutach przy warszawskich korkach robi się 50.

Ale ja się zbiorę w sobie i dam radę.

Do czerwca moim podstawowym problemem było to, że ze swoimi wszystkimi chorobami chodziłam na co drugie zajęcia, nie chcąc opuścić tych ważniejszych, w konsekwencji czego nie była w stanie wyzdrowieć i byłam chora pół roku. Teraz jest gorzej, bo ja NAPRAWDĘ nie mogę opuszczać tych zajęć. Żadnych. I nie chcę. Kuramać...

Nie wspominając o tym, że wszyscy się integrują wieczorami, a ja niestety. Noł łej. Zwierzam się sedesowi z treści żołądkowych.

15:30, dwubiegunowy
Link Komentarze (2) »
środa, 21 października 2009

Jadę, a właściwie stoję, bo wiceprezydent USA zakorkował miasto. A właściwie siedzę, bo siedzę - na końcu autobusu i ponuro przyglądam się spływającym po szybie kroplom. Ale krople mnie usypiają. Spoglądam przed siebie. Jakiś koleś z początku autobusu zerka co chwila w moją stronę, ale to nic, prawda? Nieprawda. Koleś przemierza cały autobus i siada obok. O nie, o nie...

- Ciężka noc?

...for fuck's sake...

- Dlaczego? - odpowiadam nie odwracając twarzy od tego, co za szybą.

- No na taką niewyspaną wyglądasz.

- Nie, ja tak zawsze wyglądam.

Ale nie odpuszcza i wypytuje. Kurna, jeszcze dwa przystanki, co to są dwa przystanki... A właśnie że są! Wiceprezydent USA. I tak dwadzieścia minut. A ja się modlę. Niech ten cholerny autobus mnie już wypuści. W końcu wypuszcza, tamten się gdzieś spieszy. Oddycham z ulgą.

Żeby to było jednorazowo, to nie! Cały czas, na każdym kroku. Czy mi się coś stało w twarz? W  minę? W aurę? Przyciągam natrętów. Co się na spławiałam przez te trzy tygodnie różnych ludzi różnych płci... Ja nie wiem, bo nie liczyłam. I to by się w sumie nie zgadzało z tym wampiryzmem energetycznym (emocjonalnym?)... Emmm, może ja odpuszczę z tymi teoriami, bo do dupy są. W każdym razie - wkurza mnie to, że nie rozumiem.

Dlaczego? Dlaczego?

----

I mam monolog(dialog, tak tak) wewnętrzny. Tzn. nie wiem, dlaczego ja to ciągle powtarzam, pewnie dlatego, żem przeziębiona:

- Gdzie masz chuju czapkę? Gdzie masz chuju czapkę?

- Jeszcze sobie nie kupiłam.

21:48, dwubiegunowy
Link Komentarze (6) »
wtorek, 20 października 2009

Tak mi się nagle zrobiło dziwnie i niespokojnie. Jutro i pojutrze będzie wielkie rozczarowanie. Chwyciłam za Eneidę, przez chwilę śmiesznie w coś wierząc, bo kiedyś ponoć z niej wróżyli. I czytam:

Niedaleko stąd ciągnie się wielka równina, Polami Płaczu ją zwoją. Tu się błąkają samotnie ci, których miłość nieodwzajemniona zatruła jadem okrytnym, tu się kryją po ścieżkach tajemnych i w mirtowych gajach; nawet po zgonie ich ból nie opuszcza.

Dziękuję bardzo.

Ja się czuję niezdolna do zaprzyjaźniania, ba! zakolegowania nawet. Nie mogę wykrzesać z siebie uśmiechu, ni energii do tego, by dać się gdzieś porwać z tłumem. Nie chce mi się zapoznawać, wdawać w rozmowy. Ja sobie muszę pokaszleć i posmarkać i połypać spode łba! (Idźże precz! A kysz, a kysz!) (Wszystkie choroby świata z mojej małej głowy!)

I czy ja jakaś głupia jestem? Czy ja jestem wampirem wysysającym z ludzi energię, że im się przy mnie odechciewa? (I mnie nie lubią, o tak. Nie lubią mnie.)

Nie, kurwa!

... Chyba nie. 8O

I, kurdem, żeby mi zepsuć moją teorię, zadzwoniła koleżanka z roku i pośmiałam się z pięć minut do słuchawki. No nie dadzą pomarudzić, ponarzekać, nie dadzą.

Pffftttt.:P

21:29, dwubiegunowy
Link Dodaj komentarz »

Wszystko się powtarza, czasem na swój własny, nieco zakamuflowany, ale jak się przyjrzeć, jak najbardziej zauważalny sposób. Wydarzenia i sytuacje śmieją mi się w twarz. Też się z nich trochę śmieję. Mam inne dobre wyjście?

16:14, dwubiegunowy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
statystyka