|
Zdania są wewnętrznie podzielone, czyli trzecie oko w czarnej d.
niedziela, 07 lutego 2010
Łódź jest tak cholernie depresyjna, co to za miasto! Nie czułam tego mieszkając tu, ale teraz, kiedy tu wracam, to jasne jak słońce. (Czy może wręcz przeciwnie...) Chodzę ulicami i nagle czuję, że ja mam to wszystko gdzieś. I nie czuję tego, w ogóle nie czuję tej Łodzi. Napadają mnie zewsząd tak przygnębiające historie, tak mi się tu nagle robi się ciężko na duszy, że momentalnie mam ochotę się zmyć. Do siebie. Dobrze, że przyjaciele są. I mama. Bo tak nie miałabym nawet po co wracać. Może wiosną będzie lepiej. (Wyszło szydło z worka. Ja nie zapuszczam korzeni.)
poniedziałek, 01 lutego 2010
Pamiętam, któregoś ranka wstałam o świcie. Poczułam przed sobą nieograniczone możliwości. Pamiętam jak powiedziałam: Oto początek szczęścia. W tej chwili się zaczyna i zawsze będę je odczuwać. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że to nie był początek. To było szczęście. Właśnie ten moment. :)
piątek, 29 stycznia 2010
Ej, przecież ja miałam te swoje napady odwagi (czy głupoty) nawet jak byłam mała. Przypomniało mi się, że gdy miałam osiem lat i były Walentynki, to zrobiłam piękną walentynkę dla Kubusia, a co lepsze - podpisałam się na niej. I włożyłam do walentynkowej skrzynki. A jak zobaczyłam, że czyta, wstałam z miejsca i przeszłam się ostentacyjnie koło jego ławki sugestywnie na niego spoglądając. I wtedy speszyło się dziecko, a ja potem rozmyśliwszy się mówiłam, że to żart. Typowe i bardzo w moim stylu, haha. Jak zwykle robię zdjęcia swoim ścieżkom wąskim... (ruch wahadłowy)
i mrocznym,
a także rzeczom głupim
i osobliwym (jak mi się czasem zdaje)
---- Od jutra mam wolną chatę, a co więcej - jutro mam imieniny, więc niech ktoś łaskawie do mnie przyjedzie i się ze mną upije. ----
czwartek, 28 stycznia 2010
Pogrążam się w niebezpośrednich sprostowaniach, których znaczenie pojmuję tylko ja sama, a które skutecznie odsuwają mnie od reszty, która to zwyczajnie, wszystko co czynię, rozumie na opak. Oooooo, jestem tak cholernie niezrozumiana - nie dlatego, że jestem emokidem czy coś; a dlatego, że nie umiem w jasny i prosty sposób wyjawiać swych intencji, mówić tak, kiedy myślę tak. Nie, ja uniknę odpowiedzi i będzie mi się zdawać, że przy tym jakoś pokazałam (słowa są zbyt rażące) swą pozą, miną, zachowaniem "nie mówię nie". Ludzie są ślepi, a ja jestem tak cholernie pokrętna.
wtorek, 26 stycznia 2010
Są dni kiedy wchodzę w nadprzestrzeń i z zapaleniem gardła, tak, w ten mróz, przebiegam pół kilometra do tramwaju (jako że znów zwiał mi autobus), a potem nawet nie mam zadyszki, a potem wysiadam i ponieważ zimno, znowu gdzieś biegnę i wbiegam na to nasze czwarte piętro i z impetem wpadam, coś tam gadam, zbyt energicznie jak na mnie. I tak przez resztę dnia. Nadczłowieczę sobie. Ale potem jest jutro, odruchowo wstaje i bez śniadania zaczynam sprzątać całe mieszkanie. Upsss, nagle nie mam siły, chwieję się, a trzeba jeszcze iść do sklepu po coś do żarcia. No i jestem na siebie zła. Znów przesadziłam. I mam popękaną skórę na lewej dłoni, bo ta dłoń zawsze mi szybciej marznie. I po nic się tłukłam na tę imprezę i kurde no... Wczoraj zrobiło mi się tak zimno, smutno i samotnie. Wciąż mam trochę do naprawiania i jeju, nie będzie łatwo. ale nie odpuszczę sobie, ponieważ ja sobie nigdy nie odpuszczam. Jestem człowiekiem wojowniczym.
wtorek, 19 stycznia 2010
Ponieważ wszystko wydaje mi się niezbyt realne, przez spaczone myśli wydobywam z siebie słowa, których być nie powinno. Nie na jawie. Robię eksperymenty na ludziach, jakby nie istnieli, jakby byli tylko wyobrażeniami i ich reakcje były tak naprawdę moimi reakcjami. Ściemnia mi się z ludźmi. Ale oni są prawdziwi i ja muszę wreszcie pojąć, że wszystko ma swoje konsekwencje - także zakatarzona, niewinna paplanina. Tak tak, zrzucę winę na katar. ---- Muszę to odkręcić. Powiedzieć, że wcale tak nie jest i powiedziałam tak, ponieważ jestem paskudna, a poza tym miałam gorączkę i ja przepraszam. Tak nie jest. Jedno niewinne zdanie, którego przesłania nie zrozumie nikt poza zainteresowanym. Cholera, wiem, że zrozumiał. I sposępniał. ---- A dlaczego, a dlaczego?! Bo ja nie mogłam się powstrzymać. Im głupsza myśl przyjdzie mi do głowy, tym bardziej chcę ją powiedzieć.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Nienawidzę moich humorów, kiedy nie panuję nad tym, co czuję. Budzę się i ociekam smutkiem. Budzę się i kipię radością. Nigdy nie wiem, jak jutro się obudzę. Zżyłam się z Andym. Andy, pobijemy się? On mi nigdy nie odmawia. Zawsze mogę się z nim pobić, zawsze mi dołoży - jest w końcu mistrzem. Nigdy mnie nie zawiedzie, tak myślę. Dobiło mnie dziś to, że ludzie mówili nie do mnie, a przeze mnie. No kurwa, znowu zawalam sprawę. Jestem beznadziejnym przypadkiem. Który znika.
niedziela, 10 stycznia 2010
środa, 06 stycznia 2010
Ach, jakże jestem pozytywnie wykończona! Stokroć bardziej wolę pędzić, niż nie mieć co zrobić ze swoim cennym czasem. Ze zmęczenia zasnęłam dziś nawet na zajęciach - pani doktor zgasiła światło i zaczęła wyświetlać slajdy, ja opadłam na ławkę i odpłynęłam. Obudziło mnie zapalane światło. Haha. Ale wcześniej... - jak ja uwielbiam zajęcia z prof. S - jak ja się cieszę uświadomiwszy sobie, że mam ochotę spytać pana prof. czy mu się spieszy, bo my byśmy jeszcze zostali z godzinkę i posłuchali tych wszystkich anegdotek i opowieści. To jest dar tak ciekawie opowiadać - i to na temat! Chciałabym tak. I chyba zaczynam powoli wiedzieć, na co będę się kierunkować - to wspaniale! Dziś więc też jestem prawie szczęśliwa. ---- Olewa mnie. A ja przecież nic od niego nie chcę! Wiem przecież, że nie jestem w jego typie, tak jak zresztą on nie jest w moim. Tylko dlaczego mnie tak olewa? Jestem aż tak głupia i wkurwiająca? Nawet jako koleżanka?
wtorek, 05 stycznia 2010
Jak dorosnę zostanę prezydentem ŁDZ, a kto wie - może nawet i murarzem. [Młody] --- Kurde, chyba nikt już mnie nie czyta. W sumie nie dziwię się. Nawet nie chce mi się komentować - a wiadomo jak to jest - nie dajesz, nie dostajesz. I w ogóle. Wiadomo. Kurde, nie chce mi się uczyć do koła z łaciny. A takie to proste! Ale moje ręce tak czy siak nie sięgają do książki. I w ogóle, wie ktoś może dlaczego nie ma już korków na Towarowej? Czy to tylko tak chwilowo, z racji Nowego Roku? I w ogóle. Stwierdziłam, że właściwie to jestem szczęśliwa. A jeśli nawet nie jestem, to nie mam na co narzekać. Trochę samotna i olewana przez ludzi (głównie przez to, że pieprzę głupoty, non-stop), ale mnie to w sumie tak strasznie nie przeszkadza. Niektórzy nawet załapują, o co mi chodzi z tym niestaraniem się i pieprzą ze mną. I jestem całkiem spokojna i nawet już tak nie choruje. I mam co jeść. I łóżko me jest całkiem wygodne, a krajobraz za oknem ładny. I uczę się śmiesznych rzeczy od śmiesznych wykładowców. I w ogóle. Tak więc. /uśmiech/
niedziela, 03 stycznia 2010
W Nowy Rok weszłam z jakimś wewnętrznym zadowoleniem, a nawet - samozachwytem; z dziwnym przeczuciem, że tym razem może być fajnie. Uśmiechałam się do siebie całą sobotę, czesząc się, piłując paznokcie, bujając w rytm piosenki przy gotującym wodę czajniku. Nie wychodziłam nigdzie na wszelki wypadek, by czasem nie zgubić tego ciepła. Wiecie, ja będę drugą Jacqueline Kennedy; albo pierwszą mną. To znaczy - zdaję się, że czekają na mnie podobne troski, szczęścia i zaszczyty, również te wątpliwe. No ale ja zawsze chciałam być 'kimś', prawda? Robić coś dobrego i błyszczeć. Być gwiazdą świecącą jasno przy boku mojego męża. Będę. Nawet kiedy on zgaśnie. (Przeżyję to, oczywiście, że to przeżyję. I nikt nie zobaczy moich łez.) ---- Haha, ale chrzanię ostatnio. Mniejsza. Ale najpierw... Najpierw muszę jutro rano wstać. Szósta rano - dobre sobie! |
Archiwum
Zakładki:
A My!
Coś komuś
Fajowskie
Jegomoście.
Jejmoście.
Miasto
Różności.
Sobie cenię.
|